Archive for the ‘Książki’ Tag

Czytaj swojemu dziecku 20 minut dziennie #6

Iain M. Banks, Player of games (cykl Culture)

Plusy:

manipulowanie emocjami Czytelnika (nikt nie robi tego w taki sposób, jak Banks),
pomysłowość autora w budowaniu fabuły, kreacji postaci i settingu,
luźne nawiązania do Left hand of darkness.

Minusy:

sztucznie złagodzony epilog.

Moja ocena: 5+/6

Reklamy

Czytaj swojemu dziecku 20 minut dziennie #5

Consider Phlebas

Nie jestem fanem space-opery, czytałem powieści osadzone w dwóch cyklach i w zupełności mi to wystarczyło na naprawdę długi okres czasu. Największym w mojej ocenie grzechem pozycji z tego gatunku jest samozachwyt autorów nad poszczególnymi elementami uniwersum rzuconymi nam prosto w twarz; elementami będącymi którąś z kolei mutacją znanego nam już pomysłu, które na dodatek z denerwującą prawidłowością zajmują przez cały czas większość miejsca w kadrze. Niech nie zmyli was obecność licznych postaci, zwanych niekiedy bohaterami, którzy w celu wykonania jakiejś misji zostają rzuceni tu i ówdzie – gatunek wyznacza im jasną rolę statystów; piłeczek, którymi osadzone w uniwersum twory ciskają w swoim kierunku. Czasem któraś trafi i w ten sposób uniwersum ulega zmianie, zaś najczęściej rozbudowaniu… dzięki czemu otrzymujemy więcej tomów naszej „ulubionej” serii.

Otwierającą cykl Culture powieść Consider Phlebas można sklasyfikować jako space operę – mamy tutaj ogromną przestrzeń zasiedloną mnóstwem kolonii, obce rasy spośród których dwie postanowiły stawić sobie czoła, rzucone na siebie mrowie statków oraz olbrzymie stacje kosmiczne. Autor postanowił jednak nieco zakpić z Czytelnika, który rozpierając się w fotelu nagle orientuje się, że zasady gry uległy zmianie. Consider Phlebas jest bowiem jednym z najciekawszych wypaczeń gatunku, jakie przyszło wam czytać.

Jak każda powieść tak i ta ma swojego bohatera, i nie jest nią żaden statek, stacja ani imperium, tylko istota z krwi i kości. Na samym początku otrzymujemy o nim trochę informacji, podobnie jak o celu misji, która zostaje mu powierzona – nic niezwykłego, poza jedną kwestią – wszystko, czego się dowiemy, ma bądź będzie miało znaczenie w dalszej części powieści. Wracając do misji – wydaje się ona niezwykle prosta i o dziwo niewyróżniająca się od tych z kart powieści innych autorów: na odległej planecie rozbił się statek jednego z walczących stronnictw, który w swoich trzewiach zawiera niezwykle ważne informacje. Ich zdobycie lub utrata może zaważyć na szansach każdej ze stron w toczącej się wojnie. Jak nakazuje logika gatunku, jedna z nich wyśle naszego bohatera… ale na tym podobieństwa z czymkolwiek znanym wam wcześniej się kończą.

Ian Banks nadaje bowiem wydarzeniom w powieści swój własny rys. Po pierwsze – wszystko, co przeżyje bohater, doświadczy go w sposób jakiego jeszcze nie znał (a nas przy okazji). W Consider Phlebas nie ma zwycięzców, są jedynie okazjonalne sukcesy, które wraz z porażkami i tragediami przecinają dążenia postaci w realizacji misji. Prawo Banksa brzmi: jeżeli jest to sukces, będzie on okupiony bólem i wyrzeczeniem; jeżeli zaś jest to porażka, konieczne będzie odniesienie sukcesu gdzieś indziej.

Po drugie i dalsze – w space operze istnieją ogromne stacje kosmiczne, obce planety, niezwykłe postaci itp; u Banksa też, tyle, że bardziej. Dodatkowo sporo z nich pojawi się tylko po to, aby zniknąć w spektakularnej katastrofie wieńczącej kolejny rozdział powieści. Pamiętacie, jak wspominałem o ogromnych tworach ciskających postaciami jak piłeczkami? Tutaj po stole toczą się nie postaci a elementy uniwersum, pędząc, rykoszetując i roztrzaskując się wzajemnie… a gdzieś pomiędzy nimi mknie nasz bohater i my zawieszeni za jego plecami, próbując nie dać się zmiażdżyć bądź poszatkować odłamkami. Tymczasem im bliżej finału, tym kul przybywa…

Consider Phlebas polecam każdemu, kto chciałby przekonać się, iż space operę można pokazać inaczej, zaś dotychczas nie natrafił na powieści Banksa. Jeżeli jakimś zbiegiem okoliczności macie zaś już dosyć radosnych wojaży papierowych bohaterów wypełnionych złotem i sukcesami, to bez wątpienia powinniście sięgnąć po ten tytuł.

Czytaj swojemu dziecku 20 minut dziennie #4

Wasteland Book 2 FCWasteland, Book 02: Shades of God

Anthony Johnston i Christopher Mitten powracają wraz z bohaterami wcześniejszego albumu z serii Wasteland. Przypomnijmy, gdzieś na pustkowiach postapokaliptycznej Ameryki Północnej mieszkańcy niewielkiej osady Providens zostają zmuszeni do opuszczenia swoich domów i wyruszenia ku jedynemu znanemu miastu. Podczas gdy ich tropem podążają drapieżniki i morderczy Zjadacze Piasku, zaś wśród ocalałych rodzą się podziały, w będących celem ich podróży mieście nasila się konflikt pomiędzy despotycznym władcą i wyjętym spod prawa kultem…

Drugi zbiór TPB z serii wita nas identyczną oprawą graficzną – która w bardzo udany sposób obrazuje nam przede wszystkim życie Newbegin – dużego miasta leżącego na tytułowych pustkowiach. Album co prawda ma mniej stron, niż poprzednik (jest ich 142), lecz autorzy przyjęli sobie za cel nadrobić to szybszym tempem wydarzeń.

Sytuacja początkowa bohaterów nie należy do najkorzystniejszych – nieliczni ocaleli z marszu do Newbegin zostają pochwyceni i osadzeni jako niewolnicy w celach. Do uszu nowoprzybyłych docierają plotki o okrutnym losie członków kultu, do którego bez wyjątku należą wszyscy. Jedyny pozostały na wolności wędrowiec, Michael, musi zarówno przygotować plan ucieczki jak i zmagać się z Marcusem – władcą miasta i zarazem osobą o równie tajemniczej co Michael przeszłości.

Scenariusz choć niezbyt odkrywczy, został poprowadzony w rozsądny i zadowalający dla mnie sposób. Co kilka stron dochodzi do eskalacji wydarzeń, podkreślających jak niewiele czasu mają bohaterowie na uratowanie swojego życia. Zwroty akcji choć nieco przytłumione tempem wydarzeń, spełniają swoje zadanie wyśmienicie otwierając wciąż nowe wątki i rozbudowując rolę poszczególnych postaci.

Od samego początku Czytelnik zostaje też uświadomiony, co wydarzy się na końcu albumu – podążająca za uciekinierami z Providens horda Zjadaczy ciągle przyrasta w siłę, aby w końcu uderzyć w mury Newbegin. Dla jednych może być to wada, dla mnie po prostu „pasek postępu”, odliczający chwile do finałowej konfrontacji.

A ta jest naprawdę bardzo satysfakcjonująca…

Wasteland Book 02: Shades of God, wydawca: Oni Press, ISBN13: 9781932664904

Czytaj swojemu dziecku 20 minut dziennie #3

Wasteland Book 01 Cities in dust Wasteland, Book 01: Cities in Dust

Świat po apokalipsie będzie niezwykle cichym i wyludnionym miejscem. Podobna sytuacja ma miejsce w chwili, gdy ktokolwiek zachęca nas do sięgnięcia po tytuł z gatunku postapo. Słysząc ten termin w pamięci przewijają nam się Mad Max, Krew bohaterów bądź Fallout – i trzeba przyznać, iż z innowacyjnością w kolejnych tytułach jest podobnie jak z lataniem; niezwykle ciężko się oderwać.

Autorzy Wasteland, czyli Antony Johnston i Christopher Mitten, nie próbowali uciekać od schematów znanych skądinąd i mogących być użytecznymi. Zamiast tego przesunęli punkt ciężkości fabuły, spychając zmagania z otoczeniem na drugi plan, uwypuklając rozwój i ścieranie się poglądów poszczególnych postaci. Tak moi drodzy, Wasteland możemy nazwać przegadanym postapo… ale wcale nie nudnym!

Pierwszy zbiór sześciu otwierających serię zeszytów ma z założenia kupić nasze zaangażowanie w całą serię. Autorzy nie próżnują, bombardując nas naprzemiennie trzema wątkami. Pierwszy plan okupują losy mieszkańców małej osady, których splot zaprezentowanych na początku cyklu okoliczności zmusza do jej porzucenia i tułaczki w poszukiwaniu drugiego domu. Na przeciwnym biegunie wydarzeń obserwujemy polityczne zmagania o wpływy w jednym z dużych miast tego świata – New Begin. W tej części historii nie brak motywów znanych z literatury fantasy – sporu władcy miasta z doradcami, walki między religiami, wreszcie buntu niewolników. Na samym dnie wątków znajdziecie zgłębianie tajemnic, za którymi kryje się świat sprzed wielkiej katastrofy.

Czy warto zainwestować 12 USD w 160-stronicowy zeszyt, pełny ilustracji b&w? Jeszcze dwa-trzy miesiące temu odpowiedziałbym „niekoniecznie”. Po lekturze zmieniam jednak zdanie – za 12 dolarów otrzymujecie kawał solidnej pracy Antony’ego i Christophera, zarówno dobre ilustracje, jak i przemyślaną fabułę. Co więcej dla chętnych mam dobrą wiadomość – seria rozrosła się już do 5 zbiorów.

Wasteland Book 01: Cities in Dust, wydawca: Oni Press, ISBN13: 9781932664591

Czytaj swojemu dziecku 20 minut dziennie #2

Dzisiaj w ramach poradnika młodego czytelnika pierwsza z mikrorecenzji spośród powieści, które przeczytałem w ostatnim czasie.

Front cover Blindsight/Ślepowidzenie (Peter Watts):

Znakomita… gęsta od filozofii, nowych pomysłów, i ostrego jak brzytwa pisarskiego stylu Wattsa. Tyleż magnetyczna, co przerażająca, wielostronnie argumentuje, że świadomość to przegrana sprawa, w którą wierzymy z przyzwyczajenia(…) Fenomenalne studium nad świadomością, teoriami biologicznymi, empatią, uczuciami… (Katedra)

Powieść koncentruje się na zagadnieniach tożsamości, poznania i problemach inteligencji. (za Wikipedią)


Nie, nie i jeszcze raz nie. Kurwa, nigdy nie czytajcie zapowiedzi bądź recenzji na polskich serwisach fantastycznych, jeżeli nie chcecie potem na własnej skórze przerabiać problemów poznawczych.

O czym jest ta powieść? To nowoczesna choć niewizjonerska adaptacja tematu pierwszego kontaktu z przybyszami z kosmosu, bliska zarówno 2001 jak i 2010. U Wattsa również znajdziemy misję załogową wysłaną za wszelką cenę, rosnące napięcie między astronautami, jednak pierwsze skrzypce grają Oni, a właściwie Ono – obcy obiekt zaparkowany na rubieżach Układu Słonecznego.

Na tym jednak kończą się podobieństwa z cyklem Clarke’a. Narrator opisując kolejne wydarzenia misji odkrywa przed nami obraz, który zaczyna pokrywać się siateczką pęknięć wywołanych kolejnymi odkryciami (z których każde pozostawia nasz rozwój i technologię coraz dalej w tyle). Od momentu zaś pojawienia się na pokładzie obcego obiektu członków misji liczba rys zaczyna tak szybko przyrastać, iż będziecie mieli wrażenie, iż tafla szkła zaraz pęknie a zza niego wychynie coś strasznego. Tak moi drodzy, autor wie jak i czym straszyć.

Na drugim planie, nieco z boku acz pod ręką, znaleźć możemy wewnętrzny monolog głównego bohatera i narratora – to właśnie w jego ramach Watts podejmuje temat świadomości, interakcji z otoczeniem, wszystko to zaś z poglądowymi obrazami wcześniejszych lat życia narratora. Nawet w tych momentach jednak Watts nie wchodzi w studencki dyskurs, zamiast niego prezentując życiowe spostrzeżenia i sytuacje.

Co zatem jest atutem tej powieści, skoro nie wyczarowana przez polskich serwisantów filozofia ani w sumie od lat okiełznany temat pierwszego kontaktu? Akcja moi drodzy, prymitywna akcja. Autor wie kiedy wprowadzić zwrot akcji bądź podnieść tempo jednym akapitem i nie odpuszcza aż do końca. Gdy wydarzenia zaczynają przyspieszać, nic już nie będzie takie jak przedtem – Watts zaś śmieje się nam w twarz i pokazuje jak szybko już pędzimy. Nam i całym pokoleniom polskich pisarzy, którzy ciągle próbują oderwać się od ziemi.

W Polsce powieść ukazała się w 2008r. pod szyldem Wydawnictwa MAG w przekładzie Wojciecha Próchniewicza. ISBN13: 978-83-7480-097-6

Czytaj swojemu dziecku 20 minut dziennie #1

Z okazji zmiany skórki bloga zrobiłem sobie małe tournee przez poprzednie wpisy, aby zobaczyć jak zmieniały się moje zainteresowania. Ostatnio wskoczyłem w wir zwiastunów, wcześniej trochę kontrowersyjnych newsów w myśl hasła „no remorse”, na samym początku pisałem nieco o wieściach książkowych. Nie od rzeczy byłoby zatoczyć pełen krąg, stąd dzisiejszy wpis polecam fanom literatury.

Na dzień dobry stała kolumna w Locus OnlineCory Doctorow nieco przysnął po swoich wcześniejszych wpisach, ale ten z 5 lipca jest wart dziesięciu minut Waszej uwagi. Doctorow jest znany z wprowadzania w swoich powieściach różnych zabawnych substytutów waluty, ściśle wiążąc je z zachowaniami społecznymi. W Down and out of the magic kingdom była to popularność, w Cheap facts są to fakty i wiedza, która decydowała o takim a nie innym porządku rzeczy… aż do upowszechnienia Internetu. Zdecydowanie polecam, Cory pisze przejrzyście, sygnalizuje ważne kwestie i co najważniejsze robi to w swoim gładkim stylu.

wireless

Z premier ostatnich tygodni:

Charles Stross znów na rynku – tym razem ukazał się zbiór jego opowiadań Wireless.

Podobnie China Mieville – tego pisarza odkrył dla mnie ja-prozac (podobnie jak Strossa) i rzeczywiście warto sięgnać po jego powieści. Podczas gdy ja wczytuję się w Bliznę (The Scar), rozpuszczeni mieszkańcy Zachodu dostali w swoje łapy The City & the City.

p2p – Pay To Publisher vs. Punch the Piracy

12

O zamieszaniu wokół walce z nielegalną wymianą chrononionych informacji przez sieci p2p mówi i piszę się ostatnio naprawdę sporo – domniemana regionalizacja Sieci, casus Pirate Bay, skandynawskie wybryki liberalne aka Partia Piratów – przyznacie, jest tego trochę.

O czym jednak nie wspominają nam nasze rodzime media to fakt coraz aktywniejszej wymiany poglądów, która ma miejsce na łamach największych platform dyskusyjnych poświęconych Sieci i nowoczesnym technologiom. Jak dotąd przyjęła ona formę wymiany blogonotek, jednak z czasem zrobi się tam zbyt ciasno, aby uniknąć wymiany komplementów face-to-face.

Czy zapomniałem dodać, iż spora część głosów wcale nie opowiada się za pełną liberalizacją prawa?

Przeciw: Chris Poley, który w swoim najnowszym wpisie na łamach Internet Evolution nie waha się dość jednostronnie przedstawić sytuację „obrotu” dobrami dokonywanym poza kontrolą właścicieli praw i licencji.

Przeciw: francuski parlament, który po fiasku działań na szczeblu unijnym podjął się uchwalenia za wszelką cenę przepisów umożliwiających stałe pozbawienie dostępu do Sieci. Europejskie media na razie unikają komentowania takich działań na szerszą skalę – przykładem bardzo krótka notka w brytyjskim Guardianie – działanie francuskiego parlamentu trudno bowiem określić jako kierowane w pełni ideą poszanowania prawa.

przeciw: Parlament Europejski, który proponuje przedłużyć okres obowiązywania praw autorskich do 70 lat.

Wspomniałem jednak, iż toczy się dyskusja, nie zaś jednostronna ofensywa.

Za: na łamach tego samego Internet Evolution pojawił się parę dni temu kilkuczęściowy wpis dotyczący problemom, jakie napotykają tworzący w dzisiejszym świecie, zawieszeni pomiędzy ponadnarodowymi właścicielami licencji a ideą Creative Commons. Głos to co prawda jeszcze nie decydujący, lecz w przeciwieństwie do poprzedników wskazuje również rozwiązania.

P.S.: Bardzo śmiałą tezę postawił kilka dni temu Cory Doctorow na łamach Guardiana – polecam ten artykuł, który w dość celny sposób uzupełnia wpisy z Internet Evolution.

Podsumowując, czyżby świat nie dorósł do Internetu?

Cory Doctorow vs. EBM

book_vending_machineCory Doctorow nadal u steru najbardziej innowacyjnych pomysłów, jakie mogą paść w branży wydawniczej (dla zainteresowanych link do stosownego wpisu w Ad Acta). W swoim najnowszym tekście zamieszczonym na łamach Locus Online Perspective od ręki podaje trzy bardzo interesujące przykłady, jak w drodze od pisania do wydawania powieści pomóc może nowoczesna technologia.

Dwa dni później rodzima Rzepa publikuje felietion poświęcony pierwszym mini-drukarniom, które zaczynają pojawiać się w (jak dotąd zagranicznych) księgarniach. EBM co prawda nie jest skrótem broni masowego rażenia w dosłownym znaczeniu, ale impakt wśród księgarzy i czytelników, jakie wzbudza ta technologia, może być porównywalny.

Pytanie, jak do EBM odniesie się Cory?