Archive for the ‘nEVOLUTION’ Tag

Słowo na niedzielę… o blogach

P.S. Wiele równie wspaniałych rzeczy znajdziecie w tym miejscu.

blogofractal

Reklamy

Posłowie do dyskusji o blogach

secretary_part_4

P.S. Komiks zaczerpnięty z tego miejsca.

Czytaj swojemu dziecku 20 minut dziennie #3

Wasteland Book 01 Cities in dust Wasteland, Book 01: Cities in Dust

Świat po apokalipsie będzie niezwykle cichym i wyludnionym miejscem. Podobna sytuacja ma miejsce w chwili, gdy ktokolwiek zachęca nas do sięgnięcia po tytuł z gatunku postapo. Słysząc ten termin w pamięci przewijają nam się Mad Max, Krew bohaterów bądź Fallout – i trzeba przyznać, iż z innowacyjnością w kolejnych tytułach jest podobnie jak z lataniem; niezwykle ciężko się oderwać.

Autorzy Wasteland, czyli Antony Johnston i Christopher Mitten, nie próbowali uciekać od schematów znanych skądinąd i mogących być użytecznymi. Zamiast tego przesunęli punkt ciężkości fabuły, spychając zmagania z otoczeniem na drugi plan, uwypuklając rozwój i ścieranie się poglądów poszczególnych postaci. Tak moi drodzy, Wasteland możemy nazwać przegadanym postapo… ale wcale nie nudnym!

Pierwszy zbiór sześciu otwierających serię zeszytów ma z założenia kupić nasze zaangażowanie w całą serię. Autorzy nie próżnują, bombardując nas naprzemiennie trzema wątkami. Pierwszy plan okupują losy mieszkańców małej osady, których splot zaprezentowanych na początku cyklu okoliczności zmusza do jej porzucenia i tułaczki w poszukiwaniu drugiego domu. Na przeciwnym biegunie wydarzeń obserwujemy polityczne zmagania o wpływy w jednym z dużych miast tego świata – New Begin. W tej części historii nie brak motywów znanych z literatury fantasy – sporu władcy miasta z doradcami, walki między religiami, wreszcie buntu niewolników. Na samym dnie wątków znajdziecie zgłębianie tajemnic, za którymi kryje się świat sprzed wielkiej katastrofy.

Czy warto zainwestować 12 USD w 160-stronicowy zeszyt, pełny ilustracji b&w? Jeszcze dwa-trzy miesiące temu odpowiedziałbym „niekoniecznie”. Po lekturze zmieniam jednak zdanie – za 12 dolarów otrzymujecie kawał solidnej pracy Antony’ego i Christophera, zarówno dobre ilustracje, jak i przemyślaną fabułę. Co więcej dla chętnych mam dobrą wiadomość – seria rozrosła się już do 5 zbiorów.

Wasteland Book 01: Cities in Dust, wydawca: Oni Press, ISBN13: 9781932664591

Czytaj swojemu dziecku 20 minut dziennie #1

Z okazji zmiany skórki bloga zrobiłem sobie małe tournee przez poprzednie wpisy, aby zobaczyć jak zmieniały się moje zainteresowania. Ostatnio wskoczyłem w wir zwiastunów, wcześniej trochę kontrowersyjnych newsów w myśl hasła „no remorse”, na samym początku pisałem nieco o wieściach książkowych. Nie od rzeczy byłoby zatoczyć pełen krąg, stąd dzisiejszy wpis polecam fanom literatury.

Na dzień dobry stała kolumna w Locus OnlineCory Doctorow nieco przysnął po swoich wcześniejszych wpisach, ale ten z 5 lipca jest wart dziesięciu minut Waszej uwagi. Doctorow jest znany z wprowadzania w swoich powieściach różnych zabawnych substytutów waluty, ściśle wiążąc je z zachowaniami społecznymi. W Down and out of the magic kingdom była to popularność, w Cheap facts są to fakty i wiedza, która decydowała o takim a nie innym porządku rzeczy… aż do upowszechnienia Internetu. Zdecydowanie polecam, Cory pisze przejrzyście, sygnalizuje ważne kwestie i co najważniejsze robi to w swoim gładkim stylu.

wireless

Z premier ostatnich tygodni:

Charles Stross znów na rynku – tym razem ukazał się zbiór jego opowiadań Wireless.

Podobnie China Mieville – tego pisarza odkrył dla mnie ja-prozac (podobnie jak Strossa) i rzeczywiście warto sięgnać po jego powieści. Podczas gdy ja wczytuję się w Bliznę (The Scar), rozpuszczeni mieszkańcy Zachodu dostali w swoje łapy The City & the City.

Blogspot… kurwa mać

Życie zaskakuje, technologia zawadza, już wyjaśniam skąd ta mądrość.

Próbowałem dzisiaj skomentować koledze wpis na jego blogu, znajdującym się na innej platformie. Próbowałem robić to z dwóch kont (gmail i wordpress), poległem więcej, niż trzykrotnie. Ta platforma to Blogspot.

Wrzut komcia z konta gmail ma jeden plus: wpisujesz komentarz w pole, zaznaczasz w opcjach wybór konta i od razu pięknym redirectem trafiamy do panelu logowania Google. Teraz już tylko wpisać mix wyrazów mający być barierą przed… i właśnie tutaj powstał problem. W oknie mojego browsa (FF 3.0.11, wyłączony AdBlock i NoScript) nie wyświetliło mi się pole przeznaczone do wpisania hasła. No nic, jeszcze raz.

Wrzucam komentarz, cały czas pozostaję zalogowany, puszuję baton „dodaj komentarz”… już lepiej, widzę pole do wpisania kolejnego zlepku wyrazów z podręcznego generatora nazw państw trzeciego świata.

Tylko gdzie do jasnej cholery jest przycisk wrzucający posta? Nie ma.

Round three, fight!” – postanowiłem wejść kominem z innego konta. Posłusznie wpisałem komentarz, wybrałem konto wordpress, klikam „dodaj komentarz”… dostałem ekranem „potwierdź tożsamość wordpress” prosto w sensory. Podaję mój login, wciskam fire, po sekundzie wyświetla mi się komunikat „w celu zamieszczenia komentarza musisz się zalogować w domenie wordpress„…

Kilka salw ch i k wymierzonych w kierunku bliżej nieokreślonego programisty i jego starej później zalogowałem się w domenie słowoprasy (a może słowianprasy?). Wracam do ekranu bloga kolegi.

Błąd podwójnego czegośtam, Twoja akcja wygasła.”

Episode V, w kobiety i dzieci najpierw – będąc szczęśliwym posiadaczem konta wordpress jeszcze raz już jako zalogowany użytkownik wpisałem komentarz, dokonałem wyboru konta, pusznąłem „dodaj komentarz”, świadkowie nie stwierdzili wrogich ekranów ani salw promieni ch, k i s…

Wróciłem do ekranu z wpisywaniem kodu .

Gdzieś z głębi pamięci wychynęła myśl, iż zabawka ta ma służyć eliminowaniu botów, gdyż żaden powszechnie stosowany program nie wpisze sobie samodzielnie hasła wyświetlonego jako plik graficzny. Niestety nadal nie wyświetlał mi się klawisz potwierdzający wpisany kod, tak więc zostałem definitywnie powstrzymany przez oprogramowanie.

I tak oto w duszny środowy wieczór zostałem botem.

Blogspot. Kurwa mać!

Rozładowując stres

wtf.com

W zwiastunowym światku nieco się uspokoiło (pomijając rozchwytywany „Wheelie Trailer in English!1!” promujący Transformers – Revenge of the fallen), tak więc mam przysłowiowe 5 minut, aby podrzucić nieco interesujących linków.

Niczym bumerang powraca opisywana już wcześniej w wielu miejscach kwestia działań parlamentu francuskiego, który miał ogromną ochotę na zablokowanie kwestii wymiany plików za każdą cenę. W działaniach tych upatrywano rozwiązań, które mogą zostać wdrożone na szerszą skalę przez struktury unijne – stało się jednak coś zabawnego. Oczywiście rodzime media nie zająknęły się nawet słowem, w końcu rola Polaka kończy się na pójściu na wybory (a potem znów kubeł)…

Francuska Rada Konstytucyjna orzekła 10 czerwca, iż zapowiadane zmiany w przepisach, zgodnie z którymi osoby podejrzane o nielegalną wymianę plików mogłybybyć odcinane od Sieci bez orzeczenia sądu, są niezgodne z Konstytucją.

Nie odbiegając daleko – British Telecomunications zredukowało transfer przysługujący popularnej inicjatywie BBC Online Video, bagatelka o ponad 80%. W UK wywołało to popłoch, gdyż oznacza to zarówno zmiany w cenach usług, jak i jest to pierwszy z wielu symptomów słabości dzisiejszej Sieci.

Na pożegnanie – przed niespełna tygodniem świat obiegła dziwna, nieco niepokojąca wiadomość – naukowcy z Izraelskiego Instytutu Technologii przeprowadzili eksperyment, który zaowocował powstaniem… obiektu przypominającego czarną dziurę. Czy chcecie wiedzieć więcej?

Primer – rozszerzenie

Disclaimer:  gorąco zalecam sięgnięcie do poniższego wykresu dopiero PO obejrzeniu filmu – nie ma nic przyjemnego w psuciu sobie niespodzianki!

Niniejszy wpis powstał jako rozszerzenie recenzji zamieszczonej na łamach blogu Ad Acta. Tak jak zapowiadałem w notce otwierającej nBLOG, co pewien czas będę starał się tworzyć złożone wpisy rozbite pomiędzy dwa blogi.

primer_timeline

Fallout 3, Dziennik z pustkowi #1

Cztery dni temu opuściłem kryptę 101… Pierwsze wrażenie – o kurwa, jakie przestrzenie – jak okiem sięgnąć aż po horyzont ciągną się zrujnowane przęsła, zrujnowane domy, zrujnowane wieże ciśnień i jeszcze więcej ruin. Przełażę przez zniszczony płot, obok jakiś czas temu zatrzymał się na drzemkę i został tam na kolejne dwa stulecia czyjś samochód. Przy okazji, spore zaskoczenie – nie miał bagażnika, podobnie kolejny i następny. Z brązowej książeczki dowiedziałem się, że wraki mają w zamian inną zaletę – potrafią eksplodować po trafieniu kilkoma pociskami; nie omieszkałem sprawdzić podczas przypadkowej strzelaniny z najemnikami… Dobrze, że stałem aż kilkanaście metrów dalej, straciłem tylko rękę, za to eksplozji nie powstydziliby się twórcy „Stanu oblężenia„.

Megaton – pierwsza ciekawostka, gość w lustrzankach zabija szeryfa Simms’a przez ściany knajpy jednym-dwoma pociskami – na szczęście od czego mamy sejwy. Dla zdesperowanych – stańcie obok i jak wyciąga gnata strzelajcie w broń działając z VATem; klient co prawda ma jeszcze nóż, ale ten też można mu wybić z dłoni.

Ku waszej rozpaczy rozbroiłem nukę – wysadzanie widziałem na youtube i to w zupełności mi wystarcza. W nagrodę otrzymałem obywatelstwo i własny dom – do którego, niczym w IKEI, mogę dokupować moduły i wybrać wystrój wnętrza. Byłbym zapomniał, w domu siedzi robo-kamerdyner, strzelający z nienanagnnym akcentem Stewiego słabymi dowcipami.

Za naprawę cieknących wodociągów, dotację 10% dla kościoła wyznawców nuki i krótką pogadankę z prowadzącym jadłodajnię dostałem sporo doświadczenia, kapsle (którymi zamiast grać raczej się płaci),  dopalacze i karmę (ale nie tę dla psów). Fundusze sugeruję wydać na amunicję, która przyda się wpierw w wyprawie do TESCO (aka Super-Duper Mart; na zakupy polecam wybrać się z amunicją 10 mm do naszego pistoletu), następnie zaś w wyprawie do opanowanego przez mrówki osiedla Greyditch (przed tym wypadem zalecam kolekcjonowanie amunicji 5.56) Jak się okazało, w jednym z domów w tamtym rejonie zdobyłem karabin, który chociaż chińskiej produkcji – był ładowany właśnie nabojami tego kalibru. Coś rzeczywiście musi być w opowieściach o tym, jak chińczycy pływali w jednej łodzi z amerykanami.

Gra jak dotąd wywaliła mi się trzykrotnie (pomimo patcha 1.5 UK) – dwa razy w czasie startu, raz w trakcie zaglądania do skrzynki na listy na ulicach Grayditch. Poczta Polska czuwa nawet po Armageddonie!

fallout-3

p2p – Pay To Publisher vs. Punch the Piracy

12

O zamieszaniu wokół walce z nielegalną wymianą chrononionych informacji przez sieci p2p mówi i piszę się ostatnio naprawdę sporo – domniemana regionalizacja Sieci, casus Pirate Bay, skandynawskie wybryki liberalne aka Partia Piratów – przyznacie, jest tego trochę.

O czym jednak nie wspominają nam nasze rodzime media to fakt coraz aktywniejszej wymiany poglądów, która ma miejsce na łamach największych platform dyskusyjnych poświęconych Sieci i nowoczesnym technologiom. Jak dotąd przyjęła ona formę wymiany blogonotek, jednak z czasem zrobi się tam zbyt ciasno, aby uniknąć wymiany komplementów face-to-face.

Czy zapomniałem dodać, iż spora część głosów wcale nie opowiada się za pełną liberalizacją prawa?

Przeciw: Chris Poley, który w swoim najnowszym wpisie na łamach Internet Evolution nie waha się dość jednostronnie przedstawić sytuację „obrotu” dobrami dokonywanym poza kontrolą właścicieli praw i licencji.

Przeciw: francuski parlament, który po fiasku działań na szczeblu unijnym podjął się uchwalenia za wszelką cenę przepisów umożliwiających stałe pozbawienie dostępu do Sieci. Europejskie media na razie unikają komentowania takich działań na szerszą skalę – przykładem bardzo krótka notka w brytyjskim Guardianie – działanie francuskiego parlamentu trudno bowiem określić jako kierowane w pełni ideą poszanowania prawa.

przeciw: Parlament Europejski, który proponuje przedłużyć okres obowiązywania praw autorskich do 70 lat.

Wspomniałem jednak, iż toczy się dyskusja, nie zaś jednostronna ofensywa.

Za: na łamach tego samego Internet Evolution pojawił się parę dni temu kilkuczęściowy wpis dotyczący problemom, jakie napotykają tworzący w dzisiejszym świecie, zawieszeni pomiędzy ponadnarodowymi właścicielami licencji a ideą Creative Commons. Głos to co prawda jeszcze nie decydujący, lecz w przeciwieństwie do poprzedników wskazuje również rozwiązania.

P.S.: Bardzo śmiałą tezę postawił kilka dni temu Cory Doctorow na łamach Guardiana – polecam ten artykuł, który w dość celny sposób uzupełnia wpisy z Internet Evolution.

Podsumowując, czyżby świat nie dorósł do Internetu?

Grecja mówi NIE Google Street View, Google patrzy w niebo

DC

Chronologicznie…

Listopad 2008 – Washington Post informuje, iż nareszcie (choć z pewnymi problemami) można przechadzać się ulicami Waszyngtonu nie ruszając się sprzed monitora – wszystko dzięki najnowszej usłudze oferowanej przez Google – Street View.

5 maj 2009 – Rzepa a wraz z nią liczne portale informacyjne obwieszczają, iż Google rozpoczyna prace na terenie naszego kraju. Co ciekawe w newsie podkreśla się przede wszystkim kontrowersje, jakie wzbudziła usługa w związku z naruszeniem prywatności wielu osób i instytucji.

12 maj 2009 – Guardian donosi, iż Grecja wycofała się ze współpracy z korporacją Google.com.

Ciekawostka – powyższa fota to najlepszy kadr, jaki można uzyskać z poziomu Street View na Biały Dom. Bliżej po prostu nie podjechały samochodziki z aparatami (czyli jednak różnie z tym dostępem do informacji bywa). Dla ciekawskich – na samym dole zdjęcia możecie podziwiać najnowszą technologię stosowaną w zachodnich samochodach – kamuflaż optyczny 😉

P.S. Jak donosi New York Times, Google odpaliło wczoraj nowy add’on do telefonów – Google Sky Map. Już nigdy nie będziecie potrzebowali sekstansu ani bezchumrnego nieba…